Moje zwykłe a jednak niezwykłe macierzyństwo

czwartek, 10 grudnia 2015

...a jak będzie, gdy wyfruną!

Jak to będzie gdy wyfruną pisklęta nasze z gniazda rodzinnego?

Inspiracją do tego tekstu jest wpis Iwony "Dziecko pierworodne wyfrunęło z gniazda rodzinnego" (pozdrawiam) ... a także rozmowa ze znajomą w sklepie osiedlowym.

Otóż w sklepie osiedlowym spotkałam niedawno znajomą, właściwie znajomą znajomej. Smutna taka jakaś była więc zapytałam: ... czy wszystko ok? Ok odpowiada ... za bardzo ok. No to się zdziwiłam - To dobrze chyba – mówię ... No właśnie nie... odpowiedziała. ... Dzieci z gniazda wyfrunęły a ja nie potrafię odnaleźć się w tej nowej mojej rzeczywistości ... Mąż też jakiś taki smutny chodzi. ...Dzieciaki przyjeżdżają, cała trójka, naprzemiennie, dzwonią, pytają... ale mi brakuje tego chaosu na co dzień, gotowania dla całej ekipy, wieczornego gadania, patrzenia na nich... jakoś tak pusto i cicho jest. 

To się nazywa: syndrom pustego gniazda! "Syndrom pustego gniazda to reakcja rodziców na opuszczenie przez ich dzieci rodzinnego domu. Szczególnie mocno doświadczają go kobiety – wypadając nagle z roli matki przestają czuć się potrzebne, nie umieją odnaleźć się w nowej rzeczywistości..."(źródło: poradnikzdrowie.pl, "Syndrom pustego gniazda - czym jest? jak sobie z nim radzić")

Przyznaję się bez bicia, zdarza mi się pomyśleć ... jak ja bym chciała, żeby Oni już duzi byli, żeby już to śniadanie sobie sami zrobili, obiad zwłaszcza, żeby to pranie swoje też ogarnęli, żebym mogła spokojnie przez telefon porozmawiać, zobaczyć jakiś fajny film, przeczytać w całości książkę, żeby nie brzęczeli, marudzili, lali się i różne takie inne.

Ale czy oby na pewno dobrze i tak fajnie będzie?

Narzekamy my matki. Narzekamy czy mamy jedno, czy troje, czy więcej dzieci.

Narzekamy na brak snu, na brak czasu, na brak rozrywek, brak różnych innych spraw, które się ma jak się dzieci nie ma ale tak naprawdę to przecież jest nasz sens. Tego (w większości) pragnęłyśmy.

No dobra przy pierwszym dziecku macierzyństwo, częściej niż zawsze zaskakuje. No bo na filmach i w reklamach inaczej to wygląda ale taki tego urok.

...i ja tak sobie siedzę i tak sobie myślę...
Co ja narzekam? Po jaką cholerę chcę (czasami w myślach tylko) żeby byli duzi? Jeśli Oni będą duzi to ja będę starsza - to po pierwsze, po drugie średnia mi przyjemność czekać na wizyty i wysłuchiwać przez telefon:... sorki mamu nie przyjadę bo mam taki projekt ważny w pracy (czytaj idę na imprę)... Mam Ich tu i teraz, mogę ściskać i przytulać, patrzą na mnie tymi wielkimi oczami, przytulają, kochają, pocieszają, pogadają a że czasami tam poryczą, pokrzyczą, powymuszają... O matko jedynaczko! No tak właśnie to działa.

Cieszmy się chwilą, odpoczywać będziemy później.

Ale też ważne jest, jednak aby nie zatracić się tak całkowicie w tym macierzyństwie naszym. Jednak trzeba mieć chwilę na "siebie", żeby te swoje pasje i  zainteresowania lekuchno choćby rozwijać, czy kontynuować albo poznawać inne. Tak samo jak relacje ze znajomymi. 
Często jest tak, że jak rodzą się dzieci, nie mamy czasu na spotkania albo Ci którzy się z nami spotykają nie trybią na tych samych falach (bo nie mają jeszcze dzieci np.) więc urywamy znajomości, nie podtrzymujemy, tłumacząc to brakiem czasu i swobody naszej.

A tu myślę błąd. Bo młodzież nam podrośnie pójdzie w swój świat i nie samym czekaniem na odwiedziny dzieci człowiek powinien wówczas żyć.

Ja już teraz zaczynam pielęgnować znajomości, nie ukrywam z przyjemnością wielką. Pamiętam o imieninach, urodzinach, ciekawi mnie co u moich przyjaciółek, spotykam się. Cieszę się z ich szczęścia ale i pocieszam przy niepowodzeniach. Jestem. Po prostu jestem i One o tym wiedzą ale i ja wiem, że w każdej chwili mogę zadzwonić,  pogadać, poryczeć, ponarzekać, pośmiać się, iść do kina, na kawę itd... Nie zamykam się. Taki stan rzeczy mam zamiar utrzymać, myśl o syndromie pustego gniazda absolutnie odrzucam!

A jak jest u Was z przyjaźniami, poszły w odstawkę po urodzeniu dziecka?


Zapraszam na fb

 
 

32 komentarze :

  1. Bingo! Człowiek narezka na zmęczenie , brak czasu a dzieci tak szybko rosną, że za chwilę będziemy narzekać, że za rzadko je widzimy :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego też trzeba się ogarniać, organizować przyjacielsko i nie tylko;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, ale "do tanga trzeba dwojga" :) Co mi da , że ja się ogarnę, a inni znajomi wciąz będą tkwili w tym zamkniętym świecie? ;)

      Usuń
    2. Zarażaj:)przyjaźnią można zarazić nawet największego twardziela! o ile nam na kimś mocno zależy. Ja tez byłam "w kokonie". Moja przyjaciółka jedna, druga na siłę wręcz mnie zarażała przyjaźnią:)

      Usuń
  3. Witaj ja mam przepsiółki z pracy i nie tylko chodze na kawę obiady z moja ukochana Wiesią ale smutek jak wyfruną pisklęta i tak ponieważ ja na leku na depresję to trudniej mi mimo wszystko się ogarąć a Gonia już fruwa po Berlinie i Lipsku z Polkami i Niemkami oj dzieje się naturalnym tokiem życia

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj moja bohaterko:) to prawda, że to naturalne i tak się dzieje, taka kolej rzeczy!

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak... Niedawno urodziłam a synek ma już półtora roku! Gdzie ten czas tak leci.... Na szczęście, nie zerwałam ze znajomymi, co prawda, z niektórymi rzadziej się widujemy bo np im nie pasują nasze godz odwiedzin, musimy się liczyć np z godzinami snu Małego, ale póki siedzę z Małym w domku, nic nie staje na przeszkodzie żeby wsadzić go w auto i jechać na odwiedzinki do koleżanek, siesta w aucie, Mały wyspany i ja spokojna:) wyrwać się z domu do ludzi to taka odskocznia od rzeczywistości! Nie szarej, bo z dzieckiem ona nie jest już szara, ale nabiera dodatkowych kolorów dzięki właśnie takim wypadom do znajomych:)

    OdpowiedzUsuń
  6. I tak trzymaj. A czas leci...oj leci:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pamiętam jak mój brat się wyprowadził z domu. Mama mi śniadanie przynosiła, obiad nakładała- chyba chciała żebym jak najdłużej została w domu :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam jak się wyprowadziłam z domu i zamieszkałam sama: matula dzwoniła kilka razy dziennie sprawdzić czy żyję ;) Potem jej przeszło; chyba uznała, że się nadaję na samodzielną jednostkę społeczną ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. No właśnie czasem wszędzie dobrze gdzie nas nie ma i narzekamy na nasz los, ale tak naprawdę nam dobrze tak jak jest :) Pozdrawiam serdcznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje życie uległo zmianie zaraz po ślubie. I nie jest to wina tego, że dziecko się nam narodziło, a tego, że dojazdy były dla nas kosztowne. Znajomości się urwały, ale znowu staram się wszystko nadrobić i poprawić. Dzięki temu wiem kto jest i powinien być dla mnie ważny.

    OdpowiedzUsuń
  11. Prawda jest też taka, że te najprawdziwsze przyjaźnie przetrwają.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też szybko wyprowadziłam się z domu. Aż ciężko mi pomyśleć o tym, że kiedyś zrobi to Zosia..

    OdpowiedzUsuń
  13. Często gdy sił mi brakuje i zmęczenie daje górę, pocieszam się "jeszcze za tym zatęsknisz", czas biegnie tak szybko, że moje pocieszenie od razu daje mi kopa do dalszego działania :)
    A jak dzieci wyfruną to mam nadzieję, że będą często przywozić wnuki :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Co Ty! będziemy dzwonić do wnuków z Meksyku np.;)

    OdpowiedzUsuń
  15. CZasem też o tym myślę.. jak to będzie.. inntym razem za to mówię sobie " dajcie mi od siebie odpocząć" :D ale ja to chyba jestem innym "modelem matki" . nie podcinam skrzydeł i nawet z najtrudniejszej ale świadomej i ich decyzji cieszyć się będę. ZAWSZE

    OdpowiedzUsuń
  16. Stety i niestety jeszcze przede mną długie lata zanim dopadnie mnie syndrom pustego gniazda :) Na razie moje gniazdo jest cyrkiem na kółkach :)


    Nominowałam Cię również do zabawy LBA w poście http://dwudrzwiowaszafa.blogspot.com/2015/12/poznajmy-sie-czyli-liebster-blog-award.html#more

    Jeśli masz ochotę, zapraszam do zabawy :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo życiowy temat. :) Często nie myślimy o dalszej przyszłości, a to błąd. Ważne są przyjaźnie, utrzymanie własnego życia, ale i według mnie relacje z ojcem naszego dziecka, jak się uda, wciąż też naszym mężem i partnerem. Myślę, że ten syndrom pustego gniazda też polega na tym że często małżeństwa zaczynają łączyć tylko dzieci. Nie mają wspólnych zainteresowań, wspólnych przyjaciół i jak dzieci wyfruną, to rodzina całkiem emocjonalnie się rozpada. Warto moim zdaniem podtrzymywać różnie związki z ludźmi, a nie tylko być rodzicem, bo wtedy depresja murowana po latach.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dokładnie. Nawet w tej chwili nie wyobrażam sobie macierzyństwa bez małej odskoczni:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja na razie nie myślę o tym jak to będzie i kedy to będzie jak Oluś z domy wybędzie. :D
    Ze znajomymi utrzymywaliśmy i nadal utrzymujemy kontakty. Jednak ze zdecydowanie mniejszą częstotliwością.

    OdpowiedzUsuń
  20. Najważniejsze, że te kontakty są:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Moi rodzice nie mogli się doczekać, kiedy wyniesiemy się z domu. Chwilę poszaleli i zatęsknili :)

    OdpowiedzUsuń
  22. No właśnie. Zazwyczaj tak jest.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja doceniam codzienne poranne przytulanki moich maluchów. każde karmienie, wtulanie nosa w "łyse" włoski... Wiem, że to minie bardzo szybko, zbieram więc takie ciepłe wspomnienia na całe życie

    OdpowiedzUsuń
  24. A przed chwilą rodziłam, szybko czas leci:)Tak to ciepłe wspomnienia. A najfajniejsze jest to, że tego zmęczenia, nieprzespanych nocy później już nie pamiętamy!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za przeczytanie, dzięki dzięki za przyszły i ewentualny komentarz :-)