Moje zwykłe a jednak niezwykłe macierzyństwo

piątek, 30 października 2015

Mieć 3-kę dzieci i (nie)zwariować

Jak miałam dwójkę dzieci, planując trzecie, myślałam że będzie podobnie tylko o jedno więcej. Fajniej do zabawy, wesoło, dam radę na 100%. W najśmielszych wyobrażeniach nie sądziłam, że będzie tak ... jakby to powiedzieć ... intensywnie. Tak to dobre słowo.
Masz trójkę dzieci, jak wygląda codzienność?

- musisz mieć czas dla trzech osobników, bo każdy z Nich chce się pobawić, pogadać, poprzytulać.

- musisz pilnować żeby zawsze i wszędzie było sprawiedliwie aby nikt nie czuł się pomijany, niedoceniany, odtrącony (wyższa szkoła jazdy!)
 
 
- cały czas ciebie coś zaskakuje albo nowy rysunek na ścianie, bądź wydłubana dziura w tej samej ścianie albo cała rolka papieru toaletowego w ubikacji, cała trójka jest mocno kreatywna. Jeden drugiego naśladuje.
 
 
- wszędzie pełno zabawek... w kuchni w pokoju dziecięcym, w "salonie" w wc, łazience, w twojej szafie, w samochodzie, w torebce ...
 
- kiedykolwiek nie wejdziesz do pokoju jest bałagan, jeśli jesteś pedantką, przygotuj się na depresję sytuacyjną,
 
- nie cierpisz niezapowiedzianych wizyt, doprowadzają cię do szału, bo przeważnie masz bałagan , nawet 20 minut po sprzątaniu,
 
- w pewnym momencie ze zmęczenia robisz różne dziwne rzeczy np. mydło w płynie wkładasz do lodówki a chusteczki do pupy do zamrażalnika, zdarza się że kawę solisz zamiast słodzić,
 
- znajdujesz części swojej garderoby w dziwnych miejscach np. skarpetka w toalecie,
 
- od kilku ładnych lat nie przespałaś ani jednej nocy, bo jak nie jedno to drugie albo trzecie Cię budzi, momentami zastawiasz się czy już jesteś RoboCopem?
 
- jeśli stwierdzasz, że kolejne dziecko byłoby ponad twoje siły to zaczynasz panicznie bać się zajścia w ciążę. Szklanka wody nie wchodzi w grę (też coś od życia ci się należy!) więc szukasz w trybie błyskawicznym podwójnego zabezpieczenia, jakby jedno zawiodło!
 
- przygotowanie obiadu dla ekipy gdzie wszyscy mają inne kubki smakowe (czyt. inne życzenia kulinarne) jest mega wyczynem i tak codziennie (kuśwa) To właśnie przy tej okazji zaczynasz mieć gdzieś to, że ktoś jest niejadkiem. Nie przymuszasz, nie namawiasz. Nie masz czasu się nad tym zastanawiać. Nie zje (bo nie lubi) będzie głodne. Zazwyczaj pod wieczór niejadki dość ochoczo wpierdzielają zimny obiad!
 
- pozytyw taki : dzieci same idą spać. Tyle roboty z praniem, składaniem, że rodzic nie ma czasu położyć się obok i lulać do snu! Z ledwością dajesz radę poczytać im przed snem a na koniec buzi w czółko i papa miłych snów. Nareszcie wieczór dla ciebie (21-22) Co by tu zrobić? Może jakiś film albo książka ? A resztę krasnoludki zrobią? Nie ma tak dobrze. A pranie druga dzisiaj pralka do wstawienia, zabierasz się za odgruzowanie łazienki więc układasz ubrania i rozdzielasz na trzy kupki... 
 
- im dzieci starsze, coraz częściej zlew jest pełen brudnych naczyń. To nic, że zmywarka jest na wyciągnięcie ręki (ona jest zazwyczaj pełna czystych naczyń) matka znowu nie zdążyła wyciągnąć. Zarówno pralka jak i zmywarka zaczynają robić po dwa cykle dziennie. Masz ochotę wprowadzić jednorazowe naczynia...
 
- w miarę wzrostu dzieci, wzrasta również zapotrzebowanie na żarcie! Co wizyta w sklepie robisz coraz większe oczy jak przychodzi do płacenia. Bo zamiast jednego chleba kupujesz dwa, mleka w kartonie również dwa (czasami więcej) i tak ze wszystkim... Masz ochotę założyć kłódkę na lodówkę, bo co pół godziny nawet i częściej jest wietrzona. Staje dzieć przed otwartymi drzwiami i się zastanawia ....co by tu przekąsić...( 20 min po obiedzie – zjedzonym) Owoce znikają w jedno popołudnie,
 
- życie w chaosie. Bardzo często mówią do Ciebie trzy osoby jednocześnie a Ty musisz wyłapać sens,
 
- zdobywasz kolejny zawód: sędzia na ringu. Mniej więcej od 10-do 20 razy dziennie rozdzielasz tłukących się zawodników i to nie jest walka fair play,
 
- zastanawiasz się dlaczego wieczorem masz chrypę i tak w dzień w dzień po czym, wpadasz na to że: jasne przecież dzień bez "wydarcia się" jest dniem straconym,
 
- stajesz się wielbłądem. Przy pięcioosobowej rodzinie zakupy ważą. Wkurzają cię teksty sąsiadów ."...a ty znowu takie toboły!..." tak kurna taki apetycik sama mam!
 
- każde przygotowanie do wyjścia z domu trwa długo! za długo,
 
- wieczorem jak już jest cisza w "powietrzu" i robota zrobiona, możesz spokojnie bez pośpiechu zjeść. Rzuć powoli, brać kęs po kęsie, nikt nie szarpie cię za rękaw nagle czegoś oczekując, czegoś co nie może poczekać nawet sekundy, nikt nie przerywa, nie musisz w tym czasie robić trzech innych rzeczy...

- jest o wiele więcej tych od "myślnika" ale na razie wystarczy:)

- poza tym tak jest u nas co nie oznacza, że tak samo jest u innych z 3jeczką.
 
Oczywiście wszystko z przymrużeniem oka.
Bo przecież kochasz te swoje "robale" i jesteś w stanie dużo, bardzo dużo znieść, wytrzymać, odnaleźć w sobie potężne pokłady cierpliwości. Dajesz sobie świetnie radę mimo, że czasami wydaje się to nie do wytrzymania, masz wrażenie, że za chwilę zwariujesz a jednak odnajdujesz się w tym wszystkim właśnie dla nich.
 
A jak już możesz wrócić do pracy to okazujesz się być idealnym pracownikiem, bo:
 
Zapierdzielasz jak dziki Reks, masz podzielną uwagę, jesteś punktualna i uwielbiasz nadgodziny!


14 komentarzy :

  1. Świetny tekst!!!! Brawo mamuśka, wiem i rozumiem, że bywa ciężko, ale ......kochasz te swoje, jak je nazwałaś "robale" i życia bez nich sobie nie wyobrażasz! Gotowania dla takiej ekipy , która jest tak smakowa urozmaicona byłoby chyba dla mnie najgorszym i najtrudniejszym wyzwaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ... :) Przyznaję się bez bicia, że nie mam umiejętności i polotu kuchareczki. Dlatego też uwielbiam dostawać na różne okazje książki kucharskie !

    OdpowiedzUsuń
  3. O Matko ! Ja bym chyba jednak zwariowała :D :D A tak poważnie, wielki szacunek dla mam powyżej dwójki dzieciaków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak. Ja też się nisko w pas kłaniam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po prostu podziwiam :) Nie mam dzieci i ciężko mi sobie wyobrazić ten wymiar, w którym jesteś :) Wystarczy mi pies-gigant i osobisty chłop domowy - godnie zastępują całą gromadę dzieci biorąc pod uwagę bałagan, który produkują i inne tam takie atrakcje ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj podziwiam... Zwłaszcza z ta sprawiedliwością i nie faworyzowaniem to ogromne wyzwanie chyba. Wiele znam rodzin, gdzie tak nie jest i dzieci są o siebie nawzajem zazdrosne, robi się rywalizacja. Trzeba być mądrą kobietą, żeby być dobrą matką takiej gromadki. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ha! właśnie jak pojawił się u mnie pierwszy dzieć to narzekałam najwięcej, bo moja wyidealizowana wizja macierzyństwa w połączeniu z realem absolutnie legła w gruzach;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A słyszałam gdzieś, że trzecie i kolejne dziecko nie sprawiają już żadnej różnicy. Mam dwójkę i również zdarza mi się włożyć chleb do lodówki czy zrobić jakieś dziwne rzeczy. Już przy mojej dwójeczce zlew wiecznie pełen, naczyń do mycia mnóstwo, a gdzie tu jeszcze jeden? Ale to prawda, nie ważne jak bardzo padam na twarz, dzieci są pełnią szczęścia i pomimo tego, że potrafią wyssać z nas wszystko, to również sił dodają i motywują nas do działania. Zapraszam do mnie http://www.4razym.blogspot.com/ nominowałam Ciebie do LBA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do nominacji, odpowiem na pytania w chwili wolnej ( choć nie cierpię pisać i mówić o sobie (tylko o sobie), mało ciekawy temat;)

      Usuń
  9. Mając dwójkę też tak myślałam, że trzecie i kolejne dziecko nie sprawiają już żadnej różnicy (bo tak mówili) Absolutnie trzecie i zwłaszcza kolejne dziecko sprawiają różnicę. Przekonuję się o tym dzień w dzień. Ale to była mimo wszystko jedna z najlepszych decyzji w moim życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kilka rzeczy i u nas się sprawdza ;). Tylko nadgodzin nie polubiłam :D.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za przeczytanie, dzięki dzięki za przyszły i ewentualny komentarz :-)