Moje zwykłe a jednak niezwykłe macierzyństwo

poniedziałek, 14 września 2015

...life is life..., po prostu!

Najlepsze przedszkole, prywatna szkoła, dodatkowe zajęcia, nauka trzech języków jednocześnie... czy to aż tak istotne?


Miłość do dziecka jest bezwarunkowa, piękna, głęboka, największa z możliwych, znacie ją doskonale. I wszyscy chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej. Dbamy o ich zdrowie, o ich prawidłowy rozwój, chcemy aby ich świat był idealny i piękny.
Wielu z nas, jak nie wszyscy, zastanawia się nad tym kim będzie nasze dziecko w przyszłości. Często odkładamy pieniądze na to aby w przyszłości posłać nasze pociechy na dobre studia, nawet za granicę. Zakładamy lokaty aby nasze dziecko miało lżej od nas, żeby w dorosłe życie weszło już z własnym mieszkaniem. Żeby nie musiało się martwić.
Snujemy plany … fajnie byłoby gdyby moje dziecko było lekarzem, albo dentystą, inżynierem , informatykiem, architektem, dziennikarzem, prezesem wielkiej firmy, wielkiej sławy pianistą, skrzypkiem…
Zapisujemy do najlepszych przedszkoli, prywatnych szkół. Opłacamy naukę języka angielskiego, francuskiego, niemieckiego, japońskiego, chińskiego... Wozimy na różne zajęcia dodatkowe, żeby tylko rozwijać zainteresowania, żeby sprawdzić jakie ukryte talenty ma nasze dziecko. Czasami nawet przeginamy obciążając tego małego, naszego szkraba ilością zajęć dodatkowych, zapominając że odbieramy mu w ten sposób dzieciństwo i czas na beztroską zabawę. To wszystko nazywamy inwestycją.
Wysyłamy (co niektórzy) nasze dzieciaki do programów typu „Mam talent”, „Mali giganci”, po to aby ktoś odkrył talent naszego dziecka albo w ten sposób chcemy spełnić swoje niespełnione marzenia z dzieciństwa.
W każdym razie to wszystko robimy po to, aby naszym dzieciom było lepiej, aby powodziło im się, aby niczego im w przyszłości nie zabrakło, aby robiły karierę i były „kimś”.
Ostatnio moje dziecię zadało mi pytanie: … a Ty mamo kim chciałabyś żebyśmy byli …?
Chciałabym żeby moje dzieci, każdy po kolei byli: dobrymi i szczęśliwymi ludźmi. Chciałabym wypuścić ich w dorosłość z umiejętnością pomocy i czynienia dobra innym. Wierzę, jestem pewna, że dobro czynione wraca do nas i tego chce uczyć.
Co z tego, że pomożemy w wykształceniu Pana Prezesa wielkiej korporacji, władającego 6 ma językami, który będzie co miesiąc zmieniał samochody na coraz to nowsze modele, spełniał każdą swoją zachciankę, będzie miał 5 pełnych kont bankowych… , bo się kasa na jednym nie zmieści, jak wewnętrznie będzie nieszczęśliwym człowiekiem. Nasza ogromna radość będzie, że mu się  udało, pochwalimy się rodzinie, znajomym, będziemy dumni, że ta nasza inwestycja za młodu opłaciła się. A on bez flaszki, bądź tabletek nasennych, wieczorem nie zaśnie (bo tak stresującą ma pracę), on nie ma żony i dzieci, przyjaciół, bo jakoś tą prezesurę musi utrzymać, wpada więc w pracoholizm. Ale my o tym nie będziemy wiedzieć. W naszych oczach będzie szczęśliwym człowiekiem, bo wszystko ma.  Możemy wykształcić pana prezesa uświadamiając mu jednocześnie, że trzeba czasami zdystansować, że nie za wszelką cenę… że w życiu liczy się … życie.
Coraz częściej myślę o tym, że obok dobrego wykształcenia i zabezpieczenie bytu naszym dzieciom, warto również przekazać pewne wartości. Warto uczyć, pokazywać jak być człowiekiem takim z sercem, wrażliwym na świat obok ( nie tylko własny) jak czynić dobro, warto uczyć jak się kłócić żeby później umieć się pogodzić. Jak być szczerym i prawdomównym, jak mówić dzień dobry, bez względu czy to mężczyzna, kobieta, starszy, młodszy, kto komu pierwszy, nieważne….. sympatyczne dzień dobry z uśmiechem tylko umili dzień. Jak być miłym i sympatycznym na co dzień, jak nie zadzierać nosa, jak zamienić kilka słów z napotkanym znajomym albo sąsiadem. Jak ustąpić w autobusie miejsca pani z dzieckiem  albo babci, która ledwo stoi. Jak nakarmić bezdomne zwierzę. Jak zauważyć człowieka, który potrzebuje pomocy i raczej nie mówię tu o Panach stojących pod marketem i podchodzących do nas lekko nawianym chodem z prośbą: „mogę odprowadzić wózek?” (wyciągnąć złotówkę, która w nim jest). A później za tą złotówkę panowie kawałek dalej spożywają … i to nie maślankę.   
Jak wyzbyć się nienawiści, zazdrości, złości ... jak być szczęśliwym, spełnionym człowiekiem. Są tacy co nazwą to banałami, jeszcze inni farmazonami a jeszcze inni dyrdymałami.
Tak sobie myślę, że dzieci najbardziej uczą się naśladując nas, jeśli my tacy będziemy nasze kochane małe miniaturki w przyszłości będą robić tak samo. Jak będą robić tak samo, to może jest szansa na lepszy świat, w którym te banały, farmazony, dyrdymały będą ważne. Jeżeli dzięki nim będzie na świecie mniej agresji, wojen, złych rzeczy, oszustw, kłamstw, przekrętów, głodu, niesprawiedliwości, a ludzie będą dla siebie fajni … wchodzę w to.







                                    

14 komentarzy :

  1. Masz rację. Wartości przede wszystkim, bo co z tego, że ten prezes będzie miała to co wypisałaś jak nie będzie miałą tego z kim dzielić? Bo albo nie ma czasu, albo jest takim zadufanym i zarobionym człowiekiem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Po prostu nie zawsze liczą się te stanowiska, ta kasa, ten prestiż, ten blask...

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje dziecko mówi, że będzie malarzem artystą. Trudno, najwyżej będzie z nami mieszkał przez całe życie i klepał biedę ;) Nie zamierzam dzieciom niczego narzucać i chciałabym żeby swoją życiową drogę wybrali sami. My mam nadzieję wychowamy ich po prostu na dobrych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie jest wiedzieć, że są jeszcze rodzice myślący podobnie jak ja :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie to prawdziwe... Ale niestety jeszcze jest większa częsc rodziców co myślą tylko o tych dodatkowych zajeciach , nowych talentach i co rusz nowych obowiązkach. Ja tak jak w tekście uważam , że najważniejsze żeby moje dzieci były szczęsliwe , wiedziały co to ciepło rodzinne, szacunek i że nie zawsze więcej znaczy lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dokładnie takiego samego zdania jestem:)

    OdpowiedzUsuń
  7. To bardzo ważne co piszesz, jak nie popaść w pułapkę spełniania własnych marzeń/wyobrażeń na swoim dziecku. Mam nadzieję, że uda mi się nauczyć moje dziecko najważniejszego, jak być szczęśliwym i cieszyć się z tego co mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja to bym chciała, żeby moje dzieci były po prostu zdrowe. I już! Bo różnie z tym u nas bywa. A jak nie ma zdrowia... no właśnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest priorytet nad priorytetami oczywiście:)

      Usuń
  9. Zdrowie i szczęście :) te dwie rzeczy są chyba najcenniejsze, w tedy nie ważne gdzie się będzie i z kim.
    Piękny tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda:) Najważniejsze zdrowie!i szczęście;)

      Usuń
  10. Moja Młoda chce być na dzień dzisiejszy- fryzjerką, bibliotekarką i operatorką koparki:) Znając życie zmieni się jej to sto razy i we wszystkim będę ją wspierać. Nie chcę żeby realizowała moje niespełnione marzenia. Bardzo mądry tekst!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie chcę kierować dziećmi, mogę coś zasugerować, odpowiedzieć na nurtujące pytania, wspomóc ale nie kierować i wytyczać im drogę:)

      Usuń

Dzięki za przeczytanie, dzięki dzięki za przyszły i ewentualny komentarz :-)