Moje zwykłe a jednak niezwykłe macierzyństwo

czwartek, 20 sierpnia 2015

Zakupy z dzieckiem/mi

Zakupy z dzieckiem, w moim przypadku z dziećmi są ostateczną ostatecznością. Nie mówię tu o kupnie trzech rzeczy w pobliskim sklepie, tylko o takich większych zakupach (marketowych), z listą, żeby starczyło na kilka dni.
U mnie wygląda to tak:

Na samą myśl robi mi się słabo. No przepraszam najmocniej: albo zestresowana jestem albo moje dzieci są zbyt energiczne, powiedzmy.Zdarzają się takie sytuacje, że nie masz z kim zostawić swojego dziecia/i i musisz skorzystać z opcji idziemy razem na zakupy.
To znaczy tak. Z jednym dzieckiem jak idziesz, oczywiście zależy w jakim wieku, bo na moje to najgorszy do tego typu wspólnych przedsięwzięć jest wiek 1,5-3 latka. No w każdym razie, jak mamy tylko jedno, to jeszcze jesteśmy w stanie sami nad wycieczką do sklepu i zakupami zapanować. Gorzej jak jest dwójka w tym samym wieku albo z różnicą roku, dwóch lat…. no to już „Houston, mamy problem”.
Od 10-11 roku życia dziecia problemu już nie ma, oni nie chcą już jeździć na zakupy z matką swoją lub ojcem własnym, w ogóle dziwią się czemu przez Internet nie kupujesz, przecież to takie proste i bezproblemowe. Jakaś dziwna jesteś i w ogóle … ale do sklepu? … ale nosić? … ale wkładać do kosza? … skoro poklikać możesz i pan przyniesie.
Wracając do tych małych. Jak jesteś w stanie utrzymać młodszą młodzież w wózku, to nie jest tak źle. Oczywiście obowiązkowo pod wózkiem w koszu, chrupki lub biszkopty, picie bez tego w ogóle nie planuj wycieczki do marketu. To naprawdę działa, takie chwilowe zapychacze, oczywiście do pewnego momentu ale w tym czasie zdążymy zrobić znaczną cześć zakupów. Jak jest dwójka biegających już dzieci, to lista zakupów w dość ekspresowym tempie skraca się o połowę co najmniej. Jesteśmy szczęśliwi jak uda nam się kupić te najpotrzebniejsze rzeczy.
Oczywiście ta część sklepu gdzie są zabawki, w tym momencie dla nas nie istnieje, tego wymaga chwila, tak będzie lepiej dla zdrowia psychicznego mamy i dzieci i dla spokoju pozostałych kupujących. Omijamy szerokim łukiem.
Robienie zakupów w takich sytuacjach często wygląda tak, że ta biedna mama (tata) mając oczy dookoła głowy, bo nigdy nie wiadomo co zrobią w danym momencie jej pociechy, jeśli popchną piramidę z papieru toaletowego to pół biedy, gorzej jak to będą słoiki z ogórkami … W każdym razie, ta biedna mama wrzuca na szybko co tam jej w rękę wpadnie. W końcu jak dzieci znikają z pola widzenia i nie nadąża za nimi biegać … kończy zakupy. Jeszcze tylko trzeba dopilnować, żeby regały przy kasach sklepowych nie runęły, jak dzieć będzie sprawdzać ich stabilność lub mimo twojego stanowczego „nie” będzie wybierać batoniki, gumy, czy coś innego, kuszącego i najgorsze za nami.
Oczywiście są przypadki gdzie dzieci są wyjątkowo grzeczne, posłuszne, jedno w koszyku sklepowym drugie przy nodze. Podeszłam kiedyś i zapytałam, widząc taki obrazek : … jak Pani to robi?, kobieto naucz mnie….. a kobieta mi mówi obiecałam im niespodziankę po zakupach!
W tym momencie pukam się w głowę, że ja o tym nie pomyślałam, przecież to takie proste. Przekupstwo? Na moje lepsze to niż berek po sklepie, zakupy w szybkim tempie, histeria dziecka bo mama nie chce kupić tego i tamtego, burak na twarzy rodzica (bo wszyscy gapią się wtedy z pogardą na nas, biedne dziecko co ta baba mu zrobiła, że tak płacze … nie cierpię tego braku zrozumienia) i ślęczenie nad walącym baby-em nogami w podłogę sklepową oplutym i zaryczanym.
Są również dzieci wyjątkowo grzeczne z "natury", takie które w ogóle nie przeszkadzają w robieniu zakupów. Z moich obserwacji sklepowych (i z własnego "ogródka") wynika, że są to jednak nieliczne wyjątki. Zazdroszczę.
No jak dużo mam, rodziców, tak różne szkoły i podejścia. Jedne mamy radzą przeczekać okres buntów, histerii (w momencie niezaspokojenia potrzeby posiadania tej czy innej zabawki) i do sklepów, bynajmniej marketów chodzić wtedy gdy nasze dziecko już rozumie słowo „nie” a przynajmniej można podyskutować, przedstawiając logiczne argumenty przemawiające za „nie”. Drugie mówią … no przecież te dzieci muszą się gdzieś nauczyć samokontroli, w przeciwnym wypadku będą dzikusami itd. itd.
Ja robię tak: ... żeby było jak najmniej łez, wstydu i stresu, może i niewychowawczo ale na pewno bezstresowo. Wychować i tłumaczyć będę po zakupach.
Mówimy tu o sytuacjach, kiedy jeden rodzic jest zmuszony iść do sklepu a nie ma z kim dzieci zostawić. Czyli o sytuacjach bez wyjścia.
A opcja zakupy przez Internet (mam na myśli te zwykłe codzienne) też jest bardzo dobra no i na 100% bezstresowa, o ile w danym mieście dostępna.
Z tym, że ja to jestem z cyklu spoglądających na promocje wszelkiego rodzaju, wąchających i dotykających. Mam wewnętrzną potrzebę osobistego sprawdzenia czy np. mięso jest świeże a ogórek twardy. Wyjątkowo tylko korzystam z opcji zakupy przez Internet.
Jest jedna pozytywna strona robienia zakupów z dziećmi. Nie wpadniemy w zakupoholizm. Nie zdążymy. Zbyt dynamicznie wszystko się odbywa.

        
 

6 komentarzy :

  1. Na zakupach nie mam jeszcze tragedii, bo gnom jest w wózku i wystarczy, że pilnuję, że w zasięgu jego rąk nie znajdują się żadne szklane rzeczy. ;)
    Gorzej na placu zabaw. Ostatnio muszę mieć kogoś do pomocy - schylanie się, latanie za młodym to już nie dla mnie. Czuję się jak wyrodna matka. :D Przez to mam strasznego motywatora, żeby po ciąży jak najszybciej wrócić do formy, bo uwielbiam się bawić z dzieciakami. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najgorzej jest w markecie z dziećmi biegającymi już, które zazwyczaj wybierają inny kierunek niż rodzic. A Ty kochana teraz powinnaś wypoczywać jak najwięcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, jak było z moją siostrą - przy każdej wizycie w markecie obowiązkowo miała pokazywany punkt obsługi klienta. Nie wiem, jak ona to robiła, ale słowa niosące się przez calusieńki market "Emilka czeka na mamę w POK" były standardem. :D

      Usuń
    2. Emilka chadza własnymi ścieżkami :-) Tez ostatnio słyszałam taki komunikat w markecie.

      Usuń
  3. Moja Młoda generalnie na zakupach spokojna...najgorzej było przy kasie. Wymyśliłam patent, że dostaje kasę i płaci. Od razu wyjście do sklepu okazalo się przyjemnością :) Wiadomo na każde dziecko działa coś innego:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny patent. Ja ostatnio korzystam namiętnie z kas samoobsługowych, odkąd pojawiły się. Jest zdecydowanie więcej miejsca i nie ma tylu gadżetów w zasięgu łapek :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za przeczytanie, dzięki dzięki za przyszły i ewentualny komentarz :-)