Moje zwykłe a jednak niezwykłe macierzyństwo

wtorek, 8 listopada 2016

Mamo nie zawstydzaj mnie!

Nie lubię, gdy w mojej obecności jakaś mama (tata) krytykuje swoje dziecko stojące obok, zawstydzając je przy okazji.

Sama tego nie robię i nie przepadam za takimi zachowaniami.
Jako dziecko byłam krytykowana dość często, ponieważ moi rodzice byli bardzo wymagający. Natomiast nie pamiętam sytuacji, żeby robili to przy kimś. Zawsze byłam brana na bok, tak aby nikt nie słyszał, albo po przyjściu do domu odbywała się szczera rozmowa. Natomiast nie zawstydzali mnie przed kimś, a już zwłaszcza przed rodziną.



"Przeproś natychmiast!"

Bardzo znamienny jest obrazek, gdy rodzice obydwoje albo jedno pastwi się nad dzieckiem przy okazji jakiegoś spotkania towarzyskiego, czy rodzinnego przed całą rodziną, czy przed znajomymi. Chodzi oczywiście o sytuacje gdy dziecko coś zbroi, czy źle zrobi.
Trochę to wygląda tak, jakby to rodzic popisywał się przed innymi: .... o! Patrzcie jak ja potrafię wychowywać, jaki mam posłuch u dziecka... a na koniec jeszcze pada żądanie: "przeproś natychmiast".

Inni też potrafią "dać w kość"!

Ba! Zdarzają się sytuacje, że inni członkowie rodziny, babcia, dziadek, ciocia albo wujek przy wszystkich "jadą" z krytyką dziecka, gdy popełni jakiś błąd. Czasami uwagi prawione są "na dwa głosy".
Jak taki dzieciak ma się czuć? 
Policzki są czerwone i palą ze wstydu, najchętniej uciekłby, ale nie może i nie wie gdzie. Rodzice nie mają odwagi, aby stanąć w obronie malca, nie chcą narazić się rodzinie, nie potrafią powiedzieć: "ok, wiemy, że nasze dziecko źle zrobiło, ale wolelibyśmy sami z nim porozmawiać, na osobności".

Czy to dobra metoda? 

Takie krytykowanie przy wszystkich? A czasami nawet przez wszystkich?



Przecież nawet dorosły, który jest krytykowany w towarzystwie czuje się niezręcznie, bardzo często jest zawstydzony. A co dopiero dziecko, które nie radzi sobie z emocjami tak jak dorosły.

Krytyka moich dzieci nie jest mi obca.

Z krytyką moich dzieci mam do czynienia, niemalże na co dzień. Wiem, że osoby postronne mogą to robić bezstresowo dla dziecka, nie zawstydzając go.
Od lat wielu uczęszczam do przedszkoli, szkół. A dzieci jak to dzieci, czasami broją. Nie zdarzyło mi się, aby jakiś pedagog krytykował czy negował zachowania mojego jednego, czy drugiego, czy trzeciego dziecka przy nim samym. Zawsze jeśli jest taka potrzeba, jestem proszona na bok i wówczas wysłuchuję uwag na temat zachowania moich dzieci. Po powrocie do domu, jak już jesteśmy sam na sam, przeprowadzam rozmowę. Moim zdaniem jest to dobry sposób.

Czemu tak nie może być wśród bliskich, czy znajomych?


"Rodzice są od wychowywania, dziadkowie od rozpieszczania" 

To stare powiedzenie, ale jak najbardziej aktualne. Słyszy się je często. Czy zapędy dziadków, bądź innych osób postronnych do wychowywania naszego dziecka "od czasu do czasu" to dobra rzecz? Czy oni znają na tyle dobrze nasze dziecko, aby krytykować je umiejętnie, tak aby była to krytyka konstruktywna a nie krzywdząca? 
Czy zawstydzanie malca w towarzystwie innych osób, przez jego krytykowanie, nawet przez jego własnych rodziców jest słuszne?

Ciekawa jestem Waszego zdania. Jak myślicie?


28 komentarzy :

  1. Kochana, popieram całym sercem!!!
    Każda krytyka może być konstruktywna ale nieumiejętne krytykowanie, może przynieść więcej złego niż korzyści.
    Tyczy to się zarówno dorosłych jak i dzieci a tych w szczególności!!!
    Należy umieć rozróżnić krytykę od wyśmiewania, kpienia i zawstydzania.
    Niestety dorośli w ten sposób bardzo często krzywdzą dzieci i to zarówno swoje jak i obce :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym do wyśmiewania, kpienia i zawstydzania dodała jeszcze, że jest to po prostu poniżanie. Wpływa to niesamowicie negatywnie na samoocenę dziecka, a później dorosłego człowieka :(

      Usuń
    2. Szkoda że nie wszyscy o tym pamiętają!

      Usuń
  2. Dziadków nie dopuszczam do prób wychowywania mojego dziecka! Jak coś próbuja przemycić to.....no jestem wtedy be :) Bo od rozpieszczania to akurat moi tez nie są, więc jak już to wcale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpieszczanie jeszcze jestem w stanie zrozumieć ale próby wychowywania po swojemu i publiczne krytykowanie mnie rozwala.

      Usuń
  3. Oj tak, wiem o co chodzi. Niestety ja czasem nie mam tyle cierpliwości, żeby czekać z konstruktywną naganną na czas sam-na-sam i... ech, wybuchnę. Nie zdarza mi się to często - bo i nie mam powodów - ale jak już mi się zdarzy, to powód jest konkretny (na szczęście - bo przynajmniej mam mniejsze wyrzuty sumienia).
    A co do dziadków - uuuu, tu już zupełnie mieliśmy wojnę. Ech, niestety "wszyscy wiedzą lepiej" od rodzonych rodziców. Ale przy drugim dziecku już jest znacznie lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To "wszyscy wiedzą lepiej" od rodzonych rodziców jest najgorsze, bardzo często nie zdają sobie sprawy z tego jak bardzo się mylą!

      Usuń
  4. Ja mam nadzieję być mądrą i kochającą babcią! A co do zawstydzania dzieci przy innych masz całkowitą rację, chociaż są sytuacje, gdy rodzice powinni reagować natychmiast, a nie po dłuższym czasie, bo dziecko już może nie zrozumieć , co zrobiło źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak. Rodzice ale nie inni. Słowo nawet dwa na boku, nie przy wszystkich jest również reakcją. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. Tak jak napisałaś dorosły głupio by sie czuł gdyby wszyscy go publicznie krytykowali. Zawsze trzeba wykazywać empatię. Zresztą chyba co nieco pamiętamy z własnego dzieciństwa.
    Co do dziadków to ja nie lubię stosowania zasady, że są od rozpieszczania. Czasem w jedną chwilę potrafia popsuć to nad czym rodzice pracuja dłuższy czas. Dziadkowie powinni stosowac reguły ustalone przez swoje dzieci w kwestii wychowania, a nie podważać, bo są starsi i wiedzą lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dwojga złego wolę rozpieszczanie niż krytykowanie, ale również przyznaję Ci rację. Czasami to rozpieszczanie wychodzi bokiem nam rodzicom :)

      Usuń
  6. Jeszcze mi się nie zdarzyło przy kimś krytykować mojego dziecka, jak już coś zrobi, to jedynie wymownie na nie popatrzę i już wiedzą o co chodzi. A jakby tylko ktoś spróbował jechać po moim dziecku...albo mi się wtrącać w wychowanie... nikt się jeszcze nie odważył ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, że trochę Ci tego zazdroszczę ;)

      Usuń
  7. Świetnie, że poruszyłaś tak ważny temat! To jest jedno z pierwszych moich postanowień - nie zawstydzać dziecka przy innych. Do tego postanowiłam, że na spotkaniach ze znajomymi, z dziećmi czy bez, nie będę opowiadać o problemach mojego dziecka ("studium przypadku"), aby zachować jego prywatność. Myślę, że to też element "niezawstydzania".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również tak uważam, ze to ważny temat :) Dzięki za komentarz!

      Usuń
  8. Nie krytykuję w obecności moich dzieci,chyba dlatego że sama to kiedyś przerobiłam na własnej skórze- mam wymagającą mamę która do krytyki uwielbiała dorzucać porównania. Skutkiem na jedne i drugie mam do dziś alergię ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja mam szczęście, że moja żona w razie jakiegokolwiek "zagrożenia" ze strony dziadków, czy kogokolwiek innego potrafi momentalnie zareagować. Mnie niestety Bóg obdarzył w cierpliwość. Co do rozpieszczania, to jedni dziadkowie faktycznie się starają, a drudzy nie do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żony. matki tak mają. U nas jest podobnie ;) Dzięki za odwiedziny i komentarz :)

      Usuń
  10. oj krytyka to nic dobrego. Zamiast krytykować można wytłumaczyć. W końcu to tylko dziecko i to my uczymy co jest dobre, a co złe !

    OdpowiedzUsuń
  11. nawet bez obecności dzieci zawsze je chwale przy nich też... pozytywy przede wszystkim nawet kiedy dziecko coś źle zrobi uwagę zwracam mu na osobności a nie przy braciach... jeśli któryś zapyta a co się stało że zwracasz mu uwagę zawsze mówie że to jest sprawa między mna a synem a o wszystkim nawet bracia nie muszą wiedzieć....uważam że to dobra metoda u mnie się sprawdza a dzieci mam naprawdę super grzeczne czasami coś tam wysmyczą ale to normalne i naturalne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne podejście :) Wysmyczą... dobre określenie ;) Dzięki za odwiedziny :)

      Usuń
  12. Pierwsza rzecz: krytyka publiczna? O, matko... u mnie spojrzenie na dziecko jeszcze nie wystarcza, bo za małe, żeby odebrać to jako naganę. Ale spojrzenie i zwrócenie się do niego po imieniu w bardzo charakterystyczny sposób (ale bez krzyków, czy coś...) - działa. Jeśli jesteśmy wśród ludzi, ale nie tak, by ktokolwiek zwracał na nas uwagę, czasem szepnę jej tylko na ucho kilka słów. 3-latek nie będzie jeszcze pamiętał, że pół godziny po zdarzeniu opieprzam go za to właśnie wydarzenie. Później to raczej rozmawiam. I zmuszam do myślenia :) naprowadzam, ale chcę, by samo doszło do tego co zrobiło i dlaczego to nie było ok.

    Druga rzecz: dziadkowie mogę rozpieszczać, raz na jakiś czas przemycając małą drożdżówkę, czy biorąc na lody (o ile dziecko nie ma uczulenia, a oni twierdzą, że to wymysł współczesnej cywilizacji). Nic jednak, co jest zdecydowanie wbrew rodzicom nie jest ok. Jeśli rodzic mówi: dziecko nie może np. jeść słodkiego wieczorem, bo potem nie może spać z nadmiaru cukru, a dziadkowie to ignorują to nie jest ok.

    OdpowiedzUsuń
  13. Krytyka zawsze boli, u nas w domu staamy się jej unikać a jesli już jest ma byc konstruktywna. Wnosić poprawę a nie być biczem słownym. Staram się budować wiarę w swoje możliwości u moich dzieci, bo jestem zdania, że pozytywne myslenie przynosi więcej korzyści niz bezpodstawna krytyka. Jednak gdy trzeba mówię co jest złe i dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, pozytywne myślenie przynosi dużo korzyści :)

      Usuń

Dzięki za przeczytanie, dzięki dzięki za przyszły i ewentualny komentarz :-)