Moje zwykłe a jednak niezwykłe macierzyństwo

poniedziałek, 7 marca 2016

... ja w kwestii żywieniowej :)

Planując drugie i trzecie dziecko w życiu nie myślałam, że przyjdzie mi się zmierzyć z tego typu problemem.

Mój nastoletni dzieć dość długo był jedynakiem i albo jak był jeden tego nie zauważałam, albo tak mają rodziny wielodzietne. Dopuszczam trzecie albo: moja rodzina wielodzietna jest w tym temacie wyjątkowa!

Sytuacja wygląda następująco: obiad cały zjedzony, ze smakiem (ziemniaczki, mięsko/ryba, warzywka, teoretycznie taki który powinien nasycić, porcje też odpowiednie). 15 minut później: "mogę coś do jedzenia"? Cała trójka. Tak regularnie co 15- 20 minut, któreś podbiega do lodówki otwiera ją, gapiąc się na półki dobre 2 minuty i woła:"... mogę coś do jedzenia?"
Po śniadaniu również, pytanie to pada ... I w ruch idzie a to owoc, a to jogurt a to ogórek świeży, konserwowy, kiszony, kawałek serka, kukurydza, groszek, oliwki..., mamo poproszę o tosta, mamo zrób mi kanapeczkę z pomidorkiem i szyneczką... 
A matka to cały czas w kuchni stoi i spełnia zachcianki kulinarne swoich dzieci. Jest tego więcej niż 5 posiłków dziennie (śniadanie, II śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja).

"... mogę coś do jedzenia?" - to pytanie pojawia się u nas często, czasami przybiera formę bardziej roszczeniową: "... daj coś do jedzenia!"

Dzieć nastoletni przychodzi ze szkoły pierwsze co: do lodówy!

Wrota lodówy co chwilę otwierają się. Równie często na pytanie "mogę coś do jedzenia" matka odpowiada : "zamknij lodówkę, bo się zepsuje".

I oni to zjadają, jedzą i jedzą i jeszcze raz jedzą. Cała trójka ma szczypiorkową budowę ciała, nie że jakieś kloce hoduję. Oni rzeczywiście mają takie potrzeby.

Problem polega na tym, że:
Po pierwsze lodówka musi być cały czas pełna i to raczej musisz dbać o jakość tego jedzenia, żeby ta szczypiorkowa budowa ciała jednak utrzymała się.
Po drugie matka musi być cały czas do dyspozycji, bo o ile nastolatek sam się obsłuży o tyle małe sobie z najwyższej półki w wysokiej lodówce nie sięgnie tego czy tamtego.

W każdym razie jak słyszę po raz 25 : mogę coś do jedzenia? telepie mną, dostaje drgawek, powyżej 10 razu robię się zielona z "zachwytu"...

No ale co zrobisz, nie dasz? Głodzić będziesz? To nie humanitarne!

I pomyśleć, że kiedyś (dawno, dawno temu) ... w lodówce trzymałam tylko ketchup i mleko;)

53 komentarze :

  1. U mnie na szczęście chłopaki robią już sobie sami jedzenie ale dobrze wiem o czym mówisz, gdy byli na etapie "mama dasz coś zjeść" też były chwile w których miałam ochotę iść i nie wrócić!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. ...i to wieczne napełnianie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. He he, w takich chwilach strasznie się cieszę, że mam dziewczynki :D Które (przynajmniej póki co) zadowolą się jabłkiem. A wiadomo - aktualnie jabłek wszędzie pod dostatkiem :P :P
    Ale pocieszę Cię - mam po rodzinie dzieci (tudzież młodszą młodzież), która jak wpada w gości to jak szarańcza. A jak po wizycie coś zostaje na stole, to zaczynam się zastanawiać, czy oni czasem aby chorzy nie będą...?!?! ;) ;)
    I wiesz... zawsze jest dostawa z Tesco :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jabłka, marchewki u nas też mają branie. Z tego akurat się cieszę:)

      Usuń
  4. Czytałaś kochana mój dzisiejszy post, więc naprodukuj takiej pasty z cieciorki lub kus kusa-bardzo syte ci to jest :) A tak poważnie, moja córka ma takie "fazy" , że jadłaby non stop :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta z cieciorki tak mnie kusi. Będę musiała:)

      Usuń
    2. Jem ją już kolejny dzień ;)

      Usuń
    3. Koniecznie dzisiaj muszę odwiedzić sklep:)

      Usuń
  5. Ketchup i mleko w lodówce to zostaje w lodówce po 15 minutach od powrotu naszych odkurzaczy z przedszkola. Nie wiem co jest - podobno dają im tam jeść; pani twierdzi, że jedzą; oni twierdzą, że zjedli; ubrania mają na sobie ślady obiadu, a pasibrzuchy nadal głodne! Młody z ojcem wyglądają jakby samym powietrzem żyli, a ja ledwo nadążam z robieniem zakupów i gotowaniem.
    I też mam ciarki gdy słyszę "Mama, głodny jestem!".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że nie tylko u nas tak jest. Uf. Bo już myślałam, że my inni jacyś;)

      Usuń
  6. Majonez, mleko i wino.
    Mój brat lat 17 - otwiera lodówkę, której drzwi się ledwo domykają i krzyczy "nie ma nic do jedzenia?!" Bo póki nie stoi tam talerz kanapek czy cokolwiek innego, byle gotowego to dla niego lodówka jest pusta. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wino powiadasz...;)Ja mam obsesję na punkcie mleka właśnie i chleba. Tego nigdy nie może zabraknąć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Recepty oczywiście nie mam na takie "przypadłości", ale przypomniało mi się takie wydarzenie. Wpada rodzina (zaproszona) na święta i słyszę "ciociu, chce mi się pić". To daję to co mam przygotowane czyli herbatkę miętową bez cukru. I słyszę "aleja wolę Colę". Nie mam Coli, tylko herbatka lub kompot. Eee, wcale mi się nie chce pić. Właśnie tak to w skrócie było:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie ananski to ja też znam, ponieważ u nas tylko wodę się pije, to nawet mama dziecka będąc u nas w gościach oburzona była no jak to nie masz nic innego do picia? Bo jej dziecko wszystko co kolorowe, niekoniecznie zdrowe pije.

      Usuń
  9. U mnie wręcz przeciwnie mogła by nie istnieć :((( Jak nie wepcham , zagrożę , albo nie zabawię, nie zjedzą w ogóle . Nie wiem co gorsze ...
    mam nadzieję że lodówka częściej się będzie otwierać :) Miłego wieczoru

    OdpowiedzUsuń
  10. ja otwieram lodówke żeby nawet popatrzeć co jest tam:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwierz mi, że z takim niejadkiem jak nasz Bąbel zieleniałabyś ze złości i telepała się równie często ;) Ten z kolei nic nie chce normalnego, ale czekoladę wyczułby z odległości 10 kilometrów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam tak z pierworodnym. Strasznym niejadkiem był tak gdzieś do 3 roku życia, później zmieniło się:)

      Usuń
  12. Hahaha Ty się nie przejmuj u mnie to samo :) ostatnio mówiłam do męża, że nasze dzieci jedzą więcej niż my :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się to za mało powiedziane ja jestem przerażona;):)

      Usuń
  13. zupełnie jak u mnie;))))) choć ja mam Gadów sztuk dwie sama zjadam więcej niż 5 osobowa rodzina razem wzięta;))

    co poradzisz.......trza kupować i gotowac jaj dla wojska:))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja na studiach mieszkałam ze znajomymi - coś a'la mieszkanie studenckie. Wszystko, co mieliśmy w lodówce to: słoiki - domowe z kompocikiem czy klopsem, piwo, keczup i lód ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na studiach lodówkę miałam za oknem:) I niewiele tam było:)

      Usuń
  15. Ja zawsze jak do mamy wejdę. To do lodówki zaglądam- co ma dobrego:) Mój brat robi podobnie jak przyjedzie:) Nie wiem skąd to się bierze, ale jest na porządku dziennym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, ze tak samo z moimi będzie do dorosłości:)

      Usuń
  16. To moja kuzynka żartowała że jak małe dzieci i zaglądała do lodówki to było tam tylko światło.

    OdpowiedzUsuń
  17. To prawda dzieciaki wymiatają wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
  18. A to dobre. Przypomniałam sobie moje dzieciństwo. Robiliśmy identycznie jak Twoje dzieci, tyle że była nas czwórka ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja mieszkam z moją ciocią i 8 letnią kuzynką i u nas to dość powszechne zjawisko. Obiad zjedzony ie minie pół godziny a młoda prosi żeby jej zrobić na przykład pierogi. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mój też ciągle sprawdza czy w lodowce jest światło. Jakaś masakra. Ciągle głodny.

    OdpowiedzUsuń
  21. Moj starszy był niejadkiem a teraz też non stop głodny i w lodówce buszuje. Młodszy mam nadzieję też kiedyś jeść zacznie bo teraz to energią słoneczną najchętniej by się żywił

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój dzieć pierworodny też był niejadkiem, ile ja się namęczyłam żeby wcisnąć łyżeczkę, dwie... A teraz jest odwrotnie;)

      Usuń
  22. Mój synek też ma takie fazy... nazywamy je Pacmanem :D
    Ale staramy się, żeby - jeżeli już chłopaki jedzą - to jedli wyłącznie zdrowe rzeczy, żadnych słodkich przekąsek.

    OdpowiedzUsuń
  23. Tak i w tym momencie cieszę się, że moi uwielbiają marchewkę, jabłko, groszek o tego typu rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jaki rewelacyjny wpis :) U mnie jeszcze etapu głodomorów nie ma, ale się zastanawiałam, czy tak faktycznie potem będzie. Jak widać tak. Aż się boję o koszty ciągłego zapełniania lodówki ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. No trochę więcej mleka i chleba schodzi, owoców i warzyw też...ale co tam! Damy radę:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Marzę o takiej chwili, kiedy moja Blanka mnie tak zapyta. Chociaż raz! To będzie miód na moje serce! :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Moje maleństwo ma dopiero pół roku, a wydaje mi się, że już jest ciągle głodne ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Moje dzieci tak nie mają, a jak już zgłodnieją to proszą o Wasę z serkiem białym :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Jaki znajomy widok :D HA HA HA ojj tak u mnie to samo ciągle gdzie się nie obrócę to oni coś "dziamgają" :) ha ha ha

    OdpowiedzUsuń
  30. U nas też się czasem pojawiają zachcianki między posiłkami. Pilnuję wtedy żeby Oli zjadł troche więcej na kolejny posiłek i później nawet jeśli chce to mu nic nie daję. Niestety u nas działa to tak, że jeśli zje cos dodatkowo np. po śniadaniu to na drugie nie zje nawet połowy normalnej porcji i drzemka w południe się skraca, bo budzi się głodny i od razu chce jeść. Eh. :/

    OdpowiedzUsuń
  31. Kochana, pozostaje Ci się tylko cieszyć, że dzieci apetyt mają i nie kręca nosem na Twoje kulinarne poczynania :)
    Zawsze szukaj pozytywów :D

    Pozwodzenia i wytrwałości :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apetyt mają to prawda ale czasami kręcą nosem i szukają substytutu:)

      Usuń
  32. I to nie tylko w wakacje? Bo czasami jak pogoda nie dopisuje lub dopisuje za bardzo (jest taki skwar, że przebywanie na zewnątrz w cieniu grozi udarem), dzieci siedzą w domu i brakuje im ruchu i tego, co zazwyczaj mają w szkole (czasem jakiś stresik pohamowuje apetyt). Z jednej strony kusi powiedzieć: za mało zajęć, bo z takie częste jedzenie to efekt nudy. Ale czytam twoje posty i jakoś wątpię, by mogli narzekać :). A może taki ogórek to dla dzieciaka, który dojrzewa i rośnie dużo i szybko to trochę za mało? Może jogurt z otrębami, czy coś...wiesz: żeby włączyć węglowodany złożone, które sycą na dłużej, są zdrowe i w ogóle?

    Oczywiście, że zdrowy apetyt, to coś z czego trzeba się cieszyć, ale żebyś Ty stała tylko na straży lodówki 24/7 to się zamęczysz! :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za przeczytanie, dzięki dzięki za przyszły i ewentualny komentarz :-)